Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porozumienie bez przemocy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porozumienie bez przemocy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

Porozumienie Bez Przemocy, czyli jak dogadać się z (prawie) każdym

W swojej wyjątkowości, niezwykłej i unikalnej kombinacji cech charakteru, historii, przeszłych przeżyciach, aktualnym nastroju, mamy aż i tylko słowa. Przyznacie pewnie, że używamy ich dość nieporadnie...

W poprzednich artykułach opisałem cztery główne elementy Porozumienia Bez Przemocy – spostrzeżenia i oceny, emocje, potrzeby i prośby. Po paru miesiącach praktyki, a tuż przed szkoleniem, mam parę przemyśleń i spostrzeżeń, które może pomogą i Wam.

Ludzie mówią o swoich potrzebach


Widzę mnóstwo oceniających ludzi, wściekających się, wyzywających, wycofanych. Frustratka napisała na swoim blogu tekst, który do mnie trafił:

[...] Ale o nic mi nie chodzi, człowieku. Daj mi spokój, już nie chcę. Nie chce mi się nic mówić. Gadać mi się nie chce. Nie. Nic nie chciałam ci wyznać. Coś tylko powiedzieć. Nieważne. Nieważne już. Idź, zajmij się sobą.. [...]
Polecam przeczytać cały wpis. Znam to z wielu rozmów, Wy też?

Teraz zmieniam swoje uszy. Słyszę konkretne słowa. Rozumuję logicznie. Tylko pod spodem słów słucham potrzeb. Ludzie wyrażają je na bardzo różne sposoby, ale bardzo rzadko wprost.

Zawsze wieczorami jesteś zmęczony. Praca jest ważniejsza niż ja”. Świetny materiał na kłótnię. Kto by nie wszedł w defensywę po takim zdaniu? A jaką potrzebę wyraża? Pewnie intymności, bliskości, wspólnego czasu? To są piekne rzeczy nieumiejętnie wyrażone. Ale jeśli je usłyszę pod warstwą słów, możesz nawet wypowiedzieć je podniesionym, zirytowanym głosem i nie zrobią mi krzywdy.

Od rodziców można usłyszeć (maturzyści, powodzenia!), że „za mało się uczyłeś, zmarnowałeś czas i dalej go marnujesz”. A jaką potrzebę to wyraża? Troski o Twoją przyszłość, żebyś dobrą pracę znalazł i osiągnął więcej niż mi się udało. Życzę Ci jak najlepiej.

Z takimi uszami mogę słuchać człowieka, który na mnie krzyczy i nie wyrządza mi to krzywdy. Jego gniew nie może z niego wyskoczyć i mnie uderzyć, jeśli sobie na to nie pozwolę. On po prostu nieumiejętnie mówi o tym, czego potrzebuje. Chyba nawet bardziej mu współczuję niż się na niego złoszczę. Szanuję jego potrzeby. Szanuję też swoje. Spróbujcie.




Łatwo zapomnieć o potrzebach i uczepić się strategii


Musisz dłużej się uczyć. Musisz wcześniej wstawać. Musisz iść do tych ludzi i z nimi porozmawiać. Musisz schudnąć. Musisz być bardziej zdecydowany. Musisz mówić innym tonem głosu.

Mam mnóstwo pomysłów jak po mojemu usprawnić Twoje życie. Mnóstwo ludzi bawi się w „wujka dobra rada” i najlepiej wiedzą, co masz zrobić. Łatwo uczepić się konkretnych strategii zaspokajania potrzeb i zapomnieć o samych potrzebach.

Dobrze Ci życzę. Zdaj maturę. Pójdź na dobre studia. Miej fajną pracę i udane życie. Moja potrzeba wynika z miłości. Tak strasznie łatwo w tej sytuacji uczepić się tego, że masz wstawać codziennie o dziewiątej i uczyć się bez przerwy do wieczora. Mogę być zły, jeśli tego nie zrobisz. Ty leniu. Ty niewdzięczniku.

Chcę dla Ciebie jak najlepiej, a jesteś autonomiczną jednostką. Zrobisz po swojemu, bo to Ty poniesiesz konsekwencje swoich czynów.

Wcale więc nie musisz dłużej się uczyć. To strategia. Moje mięśnie, szczupłe ciało albo ładnie wyrzeźbione mięśnie to może być po prostu głośne wołanie o akceptację. Chcę, żeby mnie ktoś kochał, taki jaki jestem. Bycie chudą, z nienagannym makijażem i ładnie ubraną to tylko przykrywka mojej prawdziwej potrzeby.

Łatwiej jest oceniać i skupić się na tobie, niż odkryć siebie


Czasem lepiej wiem, co inni powinni zrobić. To okropne. To oni odpowiadają za swoje życie i jeśli nie proszą o pomoc – nic mi do tego. Ale nawet jak tego nie mówimy, nasze głowy przepełnione są ocenami.

Ale dziwnie ubrany. Beznadziejne te kolczyki. Ja wymiękam, ale on dziwnie mówi! Nie powinien tego robić. Powinni bardziej dbać o samochód. Ale tu syf! Jak można tak się zapuścić? Straszne z niej strachajło. Ale on jest powolny!

Pewnie, że może mi się to wszystko nie podobać. Pewnie, że mam do tego prawo. Strasznie trudno jednak zacząć zdanie od „ja”, a nie od „ty”. To ja mam potrzebę porządku, konsekwencji, rozwoju. Zamiast myśleć o sobie, potrzebach które odkrywam dzięki pojawiającym się emocjom, myślę dużo o tobie, będę próbować cię poprawiać. I się sfrustruję. Albo będę zmuszony użyć siły, niekoniecznie fizycznej.

W końcu to twoje życie i zrobisz z nim co chcesz. Strasznie trudno się z tym czasem pogodzić!

Trudno jest uświadomić sobie, co czujemy


Co czujesz w tej chwili?

Ile razy słyszeliście „czuję się nie kochana”, „czuję się odrzucony”, „czuję, że mnie oceniasz” itp?

Problem w tym, że to są moje wyobrażenia, co ty sobie o mnie myślisz albo domysły na temat rzeczywistości, a nie prawdziwe emocje. W ten sposób ciągle mówię o tym, co siedzi w mojej głowie, a nie sercu. Można się zamknąć w klatce wyobrażeń i stracić kontakt z samym sobą i z tym co się czuje.

Lekceważony, manipulowany, naciskany, napastowany, niechciany, niedoceniony, niedostrzegany, niewspierany, niewysłuchany, niezrozumiany, odtrącony, opuszczony, osadzony, oszukany, podejrzewany, pogardzany, wykorzystany, wyzyskany, zahukany, zakrzyczany, zaniedbany. To są słowa. I żadne z nich nie opisuje emocji.

Mogę być markotny, napięty, niepocieszony, niespokojny, nieszczęśliwy, niezadowolony, oburzony, odrętwiały, onieśmielony, osowiały, podenerwowany, podminowany, podrażniony, poirytowany, przerażony, przybity, przygaszony, przygnębiony, przytłoczony, rozdrażniony, rozgoryczony, smętny, smutny, spanikowany, speszony, spięty, zaskoczony, smutny i zszokowany.

Ale mogę też być beztroski, energiczny, nakręcony, nasycony, natchniony, nieskrępowany, oczarowany, olśniony, oniemiały, oszołomiony, pełen nadziei, optymizmu, pełen werwy, pobudzony, podbudowany, podekscytowany, poruszony, przejęty, radosny, rozbawiony, rozczulony, rozradowany, skoncentrowany, skupiony, szczęśliwy, zbudowany, zdopingowany, zdumieny i zdziwiony.

Więc jeszcze raz zapytam: co czujesz w tej chwili? :)


Prośba


Pisałem o proszeniu, więc teraz kolej na mnie.

Chcę Was prosić, żebyście ten artykuł wysłali swoim znajomym. Polubili go na facebooku. Napiszcie w komentarzu, co było dla Was ważne w całej tej serii albo opiszcie swoje próby komunikowania się bez przemocy. Chcę być praktyczny i to jest dla mnie znak, że to komuś realnie pomaga.

Ja lubię robić rzeczy dokładnie, ale też rozwijać innych i pomagać żyć pełnią życia. Czuję się więc niepocieszony, że choć zrobiłem to najlepiej jak na dziś potrafię, to dość pobieżnie. Jestem też poruszony i szczęśliwy, kiedy widzę jak różni ludzie w moim otoczeniu zmieniają swoje życie tylko dzięki temu, że zmienili sposób w jaki mówią i słuchają innych.
Powodzenia!


Zobacz również:




czwartek, 1 maja 2014

Porozumienie Bez Przemocy - Prośby, czyli jak prosić, żeby się nie frustrować

W całej naszej podróży przez Porozumienie Bez Przemocy pozostał nam ostatni element układanki. Kiedy wskoczy na swoje miejsce, spróbujemy przyjrzeć się obrazowi całości z różnych perspektyw.

Wśród naszego arsenału środków, którymi ulepszamy nasze życie i życie ludzi dookoła jest podupadłe, trochę już zapomniane, w świecie niezależności wykpiwane, proszenie. Jedni uznają je za przejaw słabości. Inni mogą gardzić ze względu na uzależnienie od innych. Czasem rodzice uczą nas być samodzielnymi i nie prosić o pomoc. Później, kiedy w dorosłym życiu prosimy, robimy to często potwornie nieudolnie i tak naprawdę prosimy się głównie o kłopoty.

Skąd ta frustracja?


Problem polega na tym, że nikt nigdy nie uczył mnie tak prostej rzeczy jak proszenie. A Was?

W telewizji i dookoła nas widzimy jak ludzie się wściekają, smucą i wpadają w depresje, zaciskają zęby, obojętnieją, „strzelają fochy”, a tak strasznie mało jest przykładów ludzi, którzy w swojej rozbrajającej szczerości i pokorze potrafią wprost poprosić o to, czego chcą.

Prośba jest niebezpieczna. Obnaża nas i nasze potrzeby. Wymaga zastanowienia nad tym, o co nam naprawdę chodzi. Wielu uzna ją za zbyt zuchwałą. Przejdzie nasz wewnętrzny krytyczny system pod kątem sensowności, celowości, dawki strachu, wiary i zaufania. A na sam koniec ktoś może nam odmówić, a to boli.

Jednym z głównych problemów jest jednak to, że często sami nie wiemy, czego oczekujemy od innych... Czy warto próbować?

 „Wielu moich klientów potrafiło zauważyć, jak bardzo własna nieświadomość, czego tak naprawdę chcą od innych, wzmaga ich frustracje i depresje.”

Jak często prosimy?


Klatka stop. Spójrz na swój poprzedni tydzień, a może i ciut dłużej. Ile razy targały Tobą różne emocje względem innych ludzi? Gniew, smutek, strach?

A ile razy zdarzyło Ci się poprosić kogoś o coś? Spróbuj przypomnieć sobie jakąś prośbę, która wyszła z Twoich ust.

Przyznam się, że sam mam z tym okropny problem.

„Trafiła w sedno. Rzeczywiście, nie pamiętam, żeby chociaż raz jasno powiedziała ojcu, jakie ma wobec niego oczekiwania. Robiła aluzje i wyczyniała najrozmaitsze akrobacje, ale nigdy wprost nie poprosiła o to, czego potrzebowała.”
 „Wszystkim nam się zdarza, że usiłujemy – podobnie jak ten ojciec – niejasnym, abstrakcyjnym językiem powiedzieć innym ludziom, jak mają czuć lub postępować, ale nie wskazujemy konkretnych działań, dzięki którym mogliby spełnić nasze życzenie.”
Najgorzej z tym jest w relacjach damsko-męskich. Kto z Was tego nie zna?

Moja żona z nieszczęśliwą miną pokazuje gąbkę do mycia naczyń, a następnie z lekkim obrzydzeniem każe mi ją powąchać. No śmiedzi okropnie, z metra czuć, nie muszę podchodzić. Na razie nie rozumiem o co chodzi. „Piotruś, ta gąbka potwornie śmierdzi!”. Mój męski umysł przetwarza fakty i przyznaje rację. Na razie zero emocji, może trochę strachu o to, co się szykuje z powodu głupiej gąbki. Tak, już nie lubię tej gąbki. „Znowu nie wycisnąłeś gąbki po myciu!”. No masz. Stara się człowiek, żeby się Księżniczka nie czuła samotna nad garami, zmyję je,  wypucuję całą kuchnię, a ona tego w ogóle nie docenia. Wymyłem wszystko, a tu nieszczęście z powodu gąbki za 1zł. Trzeba ją wyrzucić, wyjąć nową i po problemie!

Kolejna klatka stop. Niezły początek całkiem dobrej kłótni. Księżniczka nie znosi jak się coś marnuje, szczególnie przez niedbalstwo. Co innego Staranność. Skupienie. Dobre wykorzystanie tego co się ma. Ja nie znoszę, gdy rzeczy są ważniejsi niż ludzie. Potrzebuję docenienia, w drobnostkach też.

Przyznaję więc z całą prostotą jaką mam... że nie umiem dbać o gąbkę do naczyń. Facet po trzydziestce nie umie nie „zaśmierdnąć” gąbki do naczyń! Bo to przecież nie pierwsza i nie ostatnia z mojego arsenału zmarnowanych egzemplarzy.

Księżniczka  bez zażenowania, choć z niedowierzaniem, robi mi szkolenie z obsługi gąbki do naczyń. Obiecuję, że nakręcę o tym film dla facetów! Prosi mnie bardzo konkretnie krok po kroku. Nakładam płyn na gąbkę. Myję. Myję. Myję. Skończyłem. Płukam gąbkę wodą i wyciskam z niej całą pianę. Aż już nie ma piany. Dokładnie wyciskam i odkładam do wyschnięcia. Proste. Każdy debil zrozumie!

I tu się muszę przyznać, że przez wszystkie lata mojego życia pomijałem krok „Płukam gąbkę wodą i wyciskam z niej całą pianę”! Owszem wycisnąłem i zostawiłem do wyschnięcia, ale śmierdzieć smierdziało. Olśniło mnie. I nagle zamiast problemem stałem się rozwiązaniem. Pewnie, że takie coś to umiem zrobić. Uśmiech. Ulga. Niedowierzanie.

I od wielu miesięcy chyba nie zmarnowałem już w ten sposób żadnej gąbki!
W innych dziedzinach też już stało się łatwiej.
W ten sposób można przetłumaczyć „proszę, żebyś ze mną spędzała więcej czasu” na „chciałbym raz w tygodniu spędzić z tobą popołudnie sam na sam” (ach, więc o to mu chodziło!). „proszę, żebyś dbała o nasz samochód” kontra „proszę, zbierajmy kubki, papierki i śmieci do woreczków i wyrzucajmy je po podróży”.

Konkret


Przysłuchajcie się temu jak ludzie proszą i jak strasznie niekonkretne to bywa. Nie jestem w Twojej głowie, nie czuję tego co Ty, miałem inne dzieciństwo, moi rodzice przykładali wagę do innych rzeczy, miałem znajomych i relacje, które mnie ukształtowały. To jest bardzo romantyczne, że rzuci się frazes, a ktoś wyczyta resztę w naszych myślach. I właśnie stąd tyle nieszczęścia.

Jeśli masz odwagę, nie boisz się prostoty – poproś konkretnie. Szczególnie facetów. Oni kochają być częścią praktycznego, konkretnego rozwiązania, a nie ciągle problemem.

„Oprócz tego, że posługujemy się kategoriami działań pozytywnych, unikamy też mętnych, abstrakcyjnych lub dwuznacznych sformułowań i nadajemy swoim prośbom postać konkretnych postulatów, które słuchacz ma szansę zrealizować.”
„Posługiwanie się niejasnym, abstrakcyjnym językiem często kamufluje tego rodzaju agresywne gierki między ludźmi.”

Prośba, czy żądanie?


Z prośbami w praktyce jest też jeden poważny problem. Kiedy mówimy „proszę”, bardzo często formułujemy żądanie. A żądanie i prośba to nie to samo. To nawet bardzo nie to samo.

„Kiedy rozmówca słyszy żądanie, widzi przed sobą tylko dwa wyjścia: uległość albo bunt.”
Proszę cię zmyj po sobie gary. Proszę posprzątać mieszkanie. Proszę natychmiast posprzątać zabawki. Proszę natychmiast zamknąć drzwi. Proszę pojedźmy tam.

„Prośba wyrażona z pominięciem uczuć i potrzeb osoby, która ją wyraża, może zabrzmieć jak żądanie.”
Jak odróżnić prośbę od żądania? Wystarczy nie wykonać prośby i zobaczyć co się wydarzy. „Pół godziny temu prosiłam was, żebyście posprzątali pokój i co to jest?”. Nie mamo, nie prosiłaś. Zażądałaś. Miej odwagę powiedzieć wprost „żądam, żebyście natychmiast posprzątali zabawki”. Przynajmniej nie gramy w żadną grę.

Teraz kiedy proszę, słucham swoich słów i z przerażeniem często stwierdzam, że nie proszę, tylko żądam. Kamufluję się za tym „proszę” jak dziecko które zasłania oczy i myśli, że go nie widać. A kiedy już czegoś żądam, mój rozmówca może mi ulec albo się zbuntować. Oba rozwiązania koszmarnie niedobre. Potrzebuję partnera, zrozumienia, współpracy.

„Proszę cię, dbaj o tą gąbkę!” wygeneruje mój bunt. Może z czasem ulegnę. Wcale nie robię tego ze złej woli. Trudno w to uwierzyć, ale mgliste „dbaj” przetłumaczone na „wypłucz dokładnie i wyciśnij” działa odprężająco (może dlatego kobiety czasem mają mężczyzn za duże dzieci). I tu nie chodzi o gąbkę za 1zł i to, że źle pozmywałem. Nie znosisz jak się coś marnuje, wiem, ja też nie. Nawalam, ale uczę się. Dziękuję za twoją cierpliwość. Teraz chce mi się zmieniać i nie będę ani uległy, ani się buntował. Poczułem to, o co ci chodzi.

Spróbujcie przez najbliższe dni prosić. Wprost prosić. Konkretnie prosić. Nikt tu nie jest głupi. To nie tak, że komuś nie zależy. Nie robi tego specjalnie. A kiedy żądacie, to przynajmniej powiedzcie wprost i patrzcie na konsekwencje, w końcu jesteśmy autonomicznymi jednostkami i potrzebujemy szacunku.



Zobacz również:

czwartek, 24 kwietnia 2014

Porozumienie Bez Przemocy - Odkrywanie potrzeb

Tak naprawdę całym tym cyklem artykułów chciałem Was wszystkich zachęcić do tego, żeby nabyć i przeczytać książkę Marshalla Rosenberga pod tytułem „Porozumienie Bez Przemocy”. Nic na tym nie zarobię, natomiast Wy możecie bardzo wiele!

Czuję się wyjątkowo zapalony i szczęśliwy, kiedy mogę o tym pisać, nawet nieudolnie, dlatego że widzę jaką moc zmiany ma to w życiu ludzi dookoła mnie. Jeśli popchnę Was do działania, do zmiany myślenia, do otwarcia się, będę jeszcze bardziej szczęśliwy, bo jest we mnie ogromna potrzeba rozwoju siebie i innych.

Tak, właśnie tak, dzisiaj będzie o potrzebach!

„Czuję, bo potrzebuję”


Powaliła mnie prostota tego przekazu – nasze emocje są głównie powodowane naszymi zaspokojonymi i niezaspokojonymi potrzebami. Główny problem w tym, że o emocjach w życiu uczyłem się mało i chaotycznie, tym trudniej dojść więc do ukrytych pod nimi potrzeb. Jeszcze trudniej jest o tych potrzebach otwarcie mówić.

Jak napisał Marshall Rosenberg w swojej książce
„Skojarz swoje uczucia z potrzebami: „czuję (to lub tamto), bo potrzebuję (tego a tego)”
Jestem zły, kiedy się spóźniamy, bo mam ogromną potrzebę słowności i szacunku.
Smutno mi, gdy nie umiem rozwiązać problemu przez dłuższy czas, bo mam potrzebę rozwoju.
Jestem zrezygnowany, gdy ktoś mówi mi co mam robić bez wysłuchania mnie, bo mam potrzebę swobody, autonomii.
Jestem szczęśliwy, kiedy daję i dostaję trafione prezenty, bo mam potrzebę intymności i bliskości.
...

„Większości z nas nie nauczono, niestety, rozumować kategoriami potrzeb. Wręcz przeciwnie: ilekroć nasze pragnienia pozostają niespełnione, postępujemy zgodnie z nawykiem, który każe nam szukać winy w innych ludziach.” 
„Osądy, krytyka, diagnozy i interpretacje cudzych zachowań to zastępcze formy ujawniania własnych potrzeb. Gdy ktoś stwierdza: „nigdy mnie nie zrozumiesz”, w rzeczywistości informuje nas, że jego potrzeba zrozumienia pozostaje niezaspokojona. Kiedy żona mówi: „W tym tygodniu dzień w dzień pracowałeś do późna. Kochasz swoją pracę bardziej niż mnie”, w istocie chce powiedzieć mężowi, że potrzebuje więcej intymności.”
Trudne to, prawda?
To, co słyszy się dookoła to głównie właśnie osądy, krytyka i diagnozy. Nic dziwnego, że trudno nam dotrzeć w pełni do tego, czego nam potrzeba i jeszcze umieć przekazać to innym!



Chwila zadumy i wyciszenia


Zdarza mi się być bardzo złym, smutnym, zrezygnowanym. Odruch w tej sytuacji, do którego trudno się przyznać to obwinianie innych albo poniżanie siebie. Czasem czuję się jak w bajce, w której na ramionach stoją dwie gaduły i siłują się słowami.
- „Jak on mógł tak głupio zrobić”, „daj spokój, jak możesz tak oceniać ludzi, przecież on wcale nie jest głupi”, „ale zrobił głupio”, „skąd wiesz? Może dla niego to dobre”, „ale tak się nie powinno robić”, ...
I mogą tak godzinami. Dużo bym dał, żeby wynieśli się poza moją głowę z tym swoim trajkotaniem, ale nie chcą się zamknąć!

Kiedyś próbowałem ich zagłuszać, a teraz próbuję uczyć się i słuchać, o co mi tak naprawdę chodzi. Po pierwsze, jak ja się czuję? Jestem zły, smutny i zrezygowany, do tego już dotarłem. A jaka moja potrzeba nie została zaspokojona lub pogwałcona?

Nagle zamiast oceniać innych, krytykować i osądzać myślę o potrzebach i o tym, co daje życie. Potrzebuję szacunku i kiedy powiedział, że moje rozwiązanie jest głupie, zrobiłem się strasznie zły. Mam potrzebę szacunku i docenienia – właśnie tak!

Potrzeby i strategie


Kiedy dotrę do swojej prawdziwej potrzeby, mogę pomyśleć o tym, jak mogę ją naprawdę zaspokoić. Rozmowa z gadułami na moich ramionach niewiele daje. Myślę więc o tym, jak w tej całej sytuacji zaspokoić swoją potrzebę szacunku i docenienia wobec tego, co się wydarzyło.

Z potrzebami jest niestety tak, że ogromnie przywiązujemy się nie do samych potrzeb, co do pewnych strategii ich zaspokajania.
Mam potrzebę szacunku, słowności i dlatego czuję dyskomfort, kiedy mam się spóźnić. Nie chcę się spóźniać – to moja strategia okazywania szacunku i słowności. Ale wybieranie się we dwójkę albo większą grupą to jest wyzwanie. Widzę, że możemy się spóźnić, robię się nerwowy, jest niemiło, a przez to spóźnimy się jeszcze bardziej i spirala się nakręca. Teraz robię stop klatkę i myślę, jakie to jest irracjonalne – z potrzeby szacunku, nie chcę się spóźniać, a mając opóźnienie robię się szorstki i niemiły i bezwzględnie łamię potrzebę szacunku kogoś innego. Potrzeba szacunku to moja prawdziwa potrzeba, a nie spóźnianie się to tylko strategia.

Gdy się porozmawia z ludźmi i oddzieli konkretne strategie zaspokajania potrzeb od ich samych, okazuje się, że rozmawiamy wspólnym językiem. Mamy potrzebę swobody, autentyzmu, twórczości, akceptacji, uznania, wspólnoty, bliskości, dachu nad głową, ruchu, zabawy, piękna, harmonii, natchnienia, ładu i sensu i wiele innych.

„Im dłużej ćwiczymy się w takim odbiorze, tym wyraźniej uzmysławiamy sobie tę prostą prawdę, że za wszystkimi komunikatami, którym dotychczas pozwalaliśmy brzmieć groźnie, stoją jedynie ludzie o niezaspokojonych potrzebach, którzy proszą nas, żebyśmy coś zrobili dla poprawy ich samopoczucia.” 
„Im lepszy zyskujemy kontakt z uczuciami i potrzebami, utajonymi w cudzych słowach, tym mniej przeraża nas otwieranie się przed otoczeniem. Zwykle najbardziej wzdragamy się przed odsłonięciem własnej bezbronności, gdy nie chcemy zrzucić maski „twardego człowieka”, ponieważ boimy się, że be z niej stracimy autorytet i już nie będziemy panowali nad sytuacją.”

Krótkie ćwiczenie


A teraz spróbujcie wziąć kartkę albo po prostu chwilę pomyśleć o swoich emocjach w ostatnim czasie. Jakie stoją za nimi potrzeby? I czy naprawdę są to potrzeby, czy tylko jakieś strategie do których się przywiązaliśmy? A jak można mądrze zaspokoić te potrzeby?


Zobacz też:




czwartek, 17 kwietnia 2014

Porozumienie Bez Przemocy - Jak radzić sobie z emocjami?

To jest nawet dość zabawne!
Przez siedemnaście lat edukacji poznałem wiele faktów historycznych, matematycznych zależności, zjawisk fizycznych, skomplikowanych procesów, obce języki. Lista zagadnień poznanych w szkole dla każdego z nas jest pewnie bardzo długa!

A czego nauczyliśmy się o własnych emocjach?
Ile razy w ciągu całej Waszej edukacji ktoś zapytał jak się czujecie?

Z wiekiem okazało się, że pochodne i całki liczę dużo rzadziej niż wybucham gniewem albo nie radzę sobie ze smutkiem. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, większość ludzi nosi cały czas ze sobą urządzenia pozwalające bezproblemowo komunikować się z innymi, cały świat stoi przed nami otworem. Tylko dlaczego jesteśmy coraz bardziej samotni?

Jak z powrotem podłączyć się do prawdziwego siebie, odzyskać kontakt, żyć szczerze sam ze sobą?

Czego się nauczyliśmy


Byłbym niesprawiedliwy, gdybym powiedział, że odnośnie emocji nic się nie uczymy. Bardzo często, kiedy płaczemy możemy usłyszeć „nie smuć się”. Jako dzieci, część ludzi dowiaduje się, że „nie wolno się gniewać”. Chłopcom i mężczyznom nie wypada płakać. Chłopcy i dziewczynki mają być grzeczne i posłuszne. A na to wszystko: „czas leczy rany” (naprawdę chcę zobaczyć człowieka, który zatnie się nożem i nic nie robiąc siedzi i czeka patrząc na kapiącą krew, w końcu czas zagoi rany!).

Jako dzieci większość słyszy konsekwentny przekaz „tłum swoje emocje i jakoś to będzie”. Kompletnie sobie z nimi nie radzimy. Na szczęście kiedy dorastamy mamy cały arsenał środków zaradczych: napić się, zapalić, poimprezować, rzucić w wir pracy, poszaleć samochodem albo motorem, żyć życiem innych, małe stadko adrenalinowych zastrzyków i wiele innych fantastycznych metod.

Wychowywano nas tak, żebyśmy zamykali się we własnych głowach i zastanawiali się: „co – zdaniem innych – powinienem mówić i jak postępować?”

Eksplozje


Tak wychowani przez większość czasu trzymamy się całkiem dobrze.
Właściwie od eksplozji do eksplozji bywa całkiem przyzwoicie. „Zupełnie nie wiem, jak to mogło się stać. To był taki spokojny chłopak. Dobrze się uczył i nie sprawiał kłopotów. Ale on, siekiera i tyle niewinnych ludzi, nigdy bym się nie spodziewała.” – powie zdruzgotana sąsiadka do kamery.

Niewypuszczone, nieodreagowane emocje kumulują się i zbierają, a my zaczynamy wtedy przypominać napompowany balon. Kiedy wpuścić do niego za dużo powietrza – pęknie z hukiem.

Zdarza się Wam?

Czuję, że …


Próbując mówić o emocjach ja jestem (a byłem jeszcze bardziej) nieporadny. Z tego, co słyszę, ogromna liczba ludzi, których słyszę na co dzień, ma z tym spory problem.
Są takie konstrukcje, które od razu uwidaczniają to, że wcale nie mówimy o tym, co czujemy. Jedną z nich jest „czuję, że”. W większości wypadków możemy podmienić „czuję, że” na „uważam, że” i sens jest właściwie ten sam.

Czuję, że jesteś niesprawiedliwa.
Czuję, że oni mnie nie lubią.
Czuję się niekochany.

Kiedy mówimy „czuję” to mówmy o uczuciach. Równie dobrze można by powiedzieć, że „widzę że ten kwiat ślicznie pachnie” lub „słyszę, że mnie dotknąłeś”. Powalczmy, żeby słowu „czuć” wrócić jego pierwotne znaczenia.

Jak się czujesz?


Jak często, kiedy pytacie ludzi jak się czują, odpowiadają „dobrze” albo „kiepsko”? Jeden z problemów polega właśnie na tym, że kreatywniej umiemy zwymyślać innego człowieka niż opisać własny stan emocjonalny.



„Już we wczesnej fazie życia uczymy się odcinać od tego, co w nas się dzieje. Zjawisko komunikatów odcinających od życia jest dziełem, a zarazem filarem społeczności zhierarchizowanych dla których do funkcjonowania niezbędne są liczne rzesze potulnych, uległych obywateli.”

Jest mi strasznie przykro.
Jestem zły.
Niesamowicie się cieszę!
Czy czujesz się przytłoczona?
Jestem poruszony.
Nie ma we mnie nadziei.
Czuję się uskrzydlony.
Jesteś niespokojny?
Jestem zdopingowana.
Czuję się rozdrażniony.

W „Porozumieniu bez przemocy” Marshall Rosenberg podaje nam długą listę emocji pozytywnych i negatywnych, które towarzyszą naszym zaspokojonym i niezaspokojonym potrzebom. Czyta się to prawie, jak obcy język, tyle zapomnianych i dawno nie używanych słów!

Żeby jednak w ogóle mówić o naszych potrzebach, spróbować zajrzeć w głąb siebie i zrezygnować z pochopnego oceniania ludzi, trzeba nam nauczyć się przyglądać się samym sobie z ciekawością oraz nazywać to, co się w nas dzieje.

Opróżnić balon


Jak w takim razie w zdrowy sposób wypuścić z siebie trochę emocji?

Kiedy rzadko uświadamiamy sobie to, jak się czujemy, zazwyczaj jeszcze rzadziej o tym mówimy, a jeszcze rzadziej jesteśmy w stanie wczuć się w to, co może czuć drugi człowiek, który jest przed nami. Nieświadomi naszego stanu będzie nam dużo trudniej dotrzeć do potrzeb swoich i innych ludzi, a właśnie to ma ogromną moc „opróżniać balony” obu stron.

Zadanie domowe dla wszystkich brzmi więc: spróbuj parę razy dziennie opisać to, jak się czujesz w danej chwili, najdokładniej jak potrafisz. Spróbujcie też konkretnie zapytać daną osobę jak się czuje lub spróbować zgadnąć! To bardzo się nam przyda w kolejnych częściach.

Póki co opisaliśmy jak ważne jest oddzielenie spostrzeżeń od ocen, dzisiaj krótki, trochę powierzchowny wgląd w to, co czujemy. Za tydzień możemy przejść do sedna – do potrzeb naszych i innych ludzi i dlaczego generuje to tyle emocji.


Zobacz też:



czwartek, 10 kwietnia 2014

Porozumienie Bez Przemocy - Ocenianie innych

Tydzień temu zacząłem cykl o Porozumieniu Bez Przemocy. Dzisiaj pora na pierwszy krok - ocenianie innych.

Moja historia


Mimo wielu tygodni czytania, ćwiczenia, przemyśleń, krótkich wspólnych warsztatów, wciąż przyznaję, że jest to potwornie trudne i chcę się podzielić z Wami swoją drogą.

W swojej książce Marshall Rosenberg pisze
„Większość z nas od maleńkości mówi językiem, który zachęca nas do szufladkowania, porównywania, żądania i osądzania, nie zaś do uświadamiania sobie własnych uczuć i potrzeb.” 
Kiedy przysłuchuję się temu, co myślę, mówię i temu, co mówią inni, wpadam w zdumienie, jak ocenianie innych stało się dla nas niewidoczne i jak potwornie trudno się go pozbyć.
Spróbujcie dzisiaj przysłuchać się swoim myślom i słowom i uchwycić te momenty, w których pojawia się słówko "jesteś". Jesteś głupi. Jesteś nieodpowiedzialna. Jesteś bałaganiarzem. Jesteś niedokładny. Jesteś rozrzutna. Jesteś ...

Dlaczego to takie niebezpieczne


Kiedy pierwszy raz czytałem o rozróżnieniu spostrzeżeń i ocen, koncepcja wydawała się elegancka i pomocna, ale nie przełomowa. Zadumałem się jednak nad wynikami badań, które jasno pokazywały, że oceniający język kształtuje całe społeczeństwa.
„O.J. Harvey, profesor psychologii z uniwersytetu stanowego w Kolorado, prowadzi badania nad związkami między językiem a przemocą. Losowo wybrał fragmenty tekstów literackich z wielu różnych krajów i porównał częstotliwość, z jaką pojawiają się słowa, za pomocą których klasyfikuje się i osądza ludzi. Jego eksperyment dowiódł istnienia wyraźnej korelacji między częstym używaniem takich słów a przypadkami przemocy.” 
Muszę się przyznać, że wielokrotnie, słysząc kiedy ktoś mnie ocenia, wydaje osąd i mówi "jaki jestem", mam wbudowany odruch odwetu (zazwyczaj o większej sile...) albo podkulenia ogona i schowania się do dziury.

Czasami cały dom zaczyna płonąć od jednej zapałki...

Spostrzeżenia i oceny


Pierwszym krokiem Porozumienia Bez Przemocy jest rozróżnienie spostrzeżeń i ocen. Spostrzeżenie to fakt, który mogą potwierdzić inne osoby. Ocena to już moja interpretacja. Kiedy uczyłem się (i wciąż bardzo dużo się uczę!) zauważać, co jest spostrzeżeniem, a co interpretacją, ulżyło mi, bo zauważyłem jak bardzo ocena wpływa na moje emocje i że zupełnie inaczej patrzę na tę samą sytuację, jeśli przedstawię ją (nawet sobie!) jako obserwację.

  • "Ale z ciebie bałaganiarz", a może "widzę, że od trzech dni nie wyrzuciłeś śmieci, choć obiecałeś"?
  • "Nie można na tobie polegać", a może "spóźniłeś się na wczorajsze spotkanie 20 minut, a na zeszłotygodniowe 30 minut"?
  • "Jesteś bardzo rozrzutna", a może "wydałaś w ciągu zeszłego tygodnia 500zł na ubrania"?
  • "Straszny z ciebie leń", a może "zauważyłem, że od trzech dni wstajesz po dwunastej"?
  • "Jesteś niewrażliwy na ludzi", a może "wczoraj na spotkaniu ponad 10 razy przerwałeś ludziom, kiedy mówili"?
  • "Straszna z niego gaduła", a może "na ostatnich trzech spotkaniach mówił najwięcej" albo "na ostatnim spotkaniu słyszałam dwa piętnastominutowe monologi"?
  • "Ale ze mnie niezdara", a może "wylałam wodę ze szklanki na obrus"
  • "Idiota!", a może "to auto jedzie ponad 200km/h"

Oczywiście nie chodzi tutaj o festiwal perfekcjonizmu (czasem muszę sobie to powtarzać!), ale o świadomość, kiedy wypowiadam spostrzeżenie, a kiedy ocenę.
„Porozumienie Bez Przemocy bynajmniej nie wymaga od nas całkowitego obiektywizmu i powstrzymania się od wszelkich ocen. Jedyny wymóg stanowi rozgraniczenie spostrzeżeń i ocen.” 
„Hinduski filozof J. Krishnamurti stwierdził kiedyś, że dokonywanie spostrzeżeń przy równoczesnym powstrzymywaniu się od ocen dowodzi najwyższej inteligencji, jaka dostępna jest człowiekowi.”


Eksperyment


Staram się wykreślać różne słowa ze swojego słownika i przyglądać się, kiedy je wypowiadam. Muszę przyznać, że to bardzo trudne...
Zachęcam każdego do eksperymentu, do przyglądania się, kiedy z naszych ust wychodzą oceniające i niekonkretne słowa w stylu "ty zawsze", "nigdy", oceniające "jesteś", "nie potrafisz", "nie widzisz", "nie rozumiesz"...

Zadziwiające jak wiele może się wydarzyć między tym, co zauważymy lub co usłyszymy, a emocjami, które to wywoła. O emocjach napiszę więcej za tydzień, a te parę dni mam nadzieję poeksperymentujecie ze mną w wypowiadaniu spostrzeżeń i ocen w sposób świadomy. Jeśli macie swoje pomysły lub zmagania - zapraszam do komentowania!