Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efektywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą efektywność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Nie jestem maszyną do wykonywania zadań, czyli jak odpoczywać

Ostatnio pisałem o "superproduktywności".
Czasem stawiam sobie cele, patrzę na kalendarz i planuję następne aktywności, a zapominam zadać sobie pytania "jak się czuję i jaki tak naprawdę mam poziom energii?".

Każdy z nas ma pewien poziom "paliwa" i jeśli spadnie on poniżej pewnego poziomu, trzeba szybko go uzupełnić albo możemy utknąć na środku rozpędzonej autostrady życia.
Ja muszę sobie to często powtarzać...

Jaki masz poziom energii?


Często do diagnozy własnej energii używam kartki i "kresek". Rysuję pionową kreskę i dzielę ją na trzy części (używam tego ćwiczenia na bardzo różne sposoby), podpisuję znaczenie wszystkich trzech, a następnie stawiam kropkę (lub krzyżyk!) w miejscu, które wydaje się adekwatne do danej sytuacji.
Wygląda to mniej więcej tak:


Tak postawiona kropka generuje następne ciekawe pytania: Jak się tu znalazłem? Czy mój poziom energii wzrósł, czy spadł ostatnio? Jak bardzo? Dlaczego? Jak mógłbym "naładować akumulatory" w aktualnej sytuacji? Jaki miałem najwyższy poziom energii ostatnimi czasy? Jak to się stało?

Jak odpocząć?


Czasem wyobrażam sobie, że odpocząłem na różne sposoby: poszedłem do lasu, przeszedłem się nad Wisłę, położyłem się na godzinkę z muzyką na uszach, uciąłem sobie drzemkę, poszedłem pobiegać (!) i próbuję wyobrazić jaki później będzie mój poziom energii.

Każdy z nas ma naturalną potrzebę odpoczynku i bardzo różne strategie jej zaspokajania. Mi powyższe pytania (i odpowiedzi) pozwalają dotrzeć do sedna.
Czasem nie chodzi o to, by "odpocząć", ale by dokończyć zadanie, które nie pozwala się rozluźnić. Może odbyć rozmowę, którą odwlekam. Zamknąć wszelkie "otwarte pętle", które nie pozwalają się umysłowi wyciszyć, a ciału rozluźnić.

Brak paliwa, czy silnik do remontu?


Bywa i tak, że wyobrażając sobie odpoczynek wcale nie czuję, żeby mój poziom energii wzrastał dramatycznie. Jest to zwykle sygnał, że co prawda jest paliwo potrzebne do codziennej jazdy przez życie, ale trzeba na dłuższą chwilę odstawić mój wewnętrzny silnik do mechanika. Zatrzymać się na dłużej niż godzinka, dwie, czy całe popołudnie. 

Odwlekając reakcję na taki sygnał ostrzegawczy, często prędzej, czy później rozchoruję się i oddam ten czas, tak czy siak. Czasem przeciążę się, zawalę parę rzeczy i przez to będę miał jeszcze więcej do zrobienia. 

Kura znosząca złote jajka


Kto nie zna bajki o kurze znoszącej złote jajka?
Cierpliwie czekając codziennie na zniesienie kolejnego jajka, właściciel może nieźle się wzbogacić. Ale z chciwości zabić kurę, żeby wyjąć z niej wszystkie złote jajka i przekonać się, że w środku nie ma żadnego - to już głupota. Nie ma szybkiego zysku, a "zdolność produkcji" umarła na zawsze.

Niestety muszę się przyznać, że ta głupota jest często moim udziałem... Kiedy robię rzeczy wolniej i spokojniej, czekam cierpliwie na rezultaty, jestem jak roztropny właściciel wspomnianej kury. Czasem jednak wybieram tę drugą opcję i później muszę ją odchorować lub pogodzić się z tym, że dla chwilowego szybkiego zysku zabiłem w sobie długofalową energię.



Szybkie ćwiczenie dla Was: narysujcie sobie taką kreskę z poziomem energii i zaznaczcie kropką miejsce właściwe dla Waszego aktualnego samopoczucia. A następnie zadajcie sobie krótkie pytania: Jak się tu znalazłem? Czy mój poziom energii wzrósł, czy spadł ostatnio? Jak bardzo? Dlaczego? Jak mogłabym "naładować akumulatory" w aktualnej sytuacji? Jaki miałem najwyższy poziom energii ostatnimi czasy? Jak to się stało?
Mam nadzieję, że to pomoże Wam utrzymać Waszą wewnętrzną kurę znoszącą złote jajka jak najdłużej przy (dobrym i szczęśliwym!) życiu.


Zobacz również:


poniedziałek, 12 maja 2014

Zasada "2 minut", czyli jak przestać odkładać na później

Wielu ludzi mówi, że ta prosta zasada zmieniła ich życie.
Kiedy się ją pierwszy raz pozna, wieje banałem. Kiedy zacznie się ją stosować, jej efekty zadziwiają.

Jeśli czynność, jaką chcesz wykonać zajmie Ci 2 minuty lub mniej, zrób to od razu.
Idea została spopularyzowana dzięki Davidowi Allenowi i jego technikach "Getting Things Done" (po polsku "Sztuka efektywności").

Zasada nie wymaga szkolenia, czasu na przygotowania, ani sterty przemyśleń. Można by ją podsumować „Po prostu to zrób!”.

Dlaczego warto stosować zasadę „2 minut” ?


Zabawne z nas stworzenia. Lubimy się martwić, odwlekać i trzymać wszystko w głowie, co generuje uczucie niepokoju. Więcej o tym pisałem w „wypisz, wymaluj, ale nie trzymaj w głowie”.

Są jednak takie czynności przy których rozważanie zajmuje dużo więcej czasu niż sama aktywność, a jej natychmiastowe wykonanie powoduje uczucie małego zwycięstwa.

Mam się umówić do mechanika. No tak, mam się umówić do mechanika. A to później. Później... później... Bzzzz! Czy to zajmie mi 2 minuty? Tak . Więc zrobię od razu. Umawiam się, odkładam telefon, czuję się lepiej.

A może być tak pościelić łóżko. W sumie nie jest źle... a może przyjdą goście? Bzzz...! Czy to zajmie mi 2 minuty? Tak. Więc zrobię to od razu. Chwytam za kołdrę, składam ją. Chowam. Narzuta. Poprawiam. Po minucie czuję się lepiej. Mogłem spędzić tą minutę rozmyślając, czy to zrobić!

Chyba muszę zrobić pranie. Ale to może później. Nie wiem, czy mam dość rzeczy i w ogóle. Bzzz..! Czy to zajmie mi 2 minuty? Tak. Więc zrobię to od razu. Ciuchów dość, wrzucam do pralki, wsypuję proszek, wlewam płyn do płukania, ustawiam program. Gotowe. Nareszcie z głowy!

Pamiętam, że kiedyś wypisałem absolutnie wszystko, co miałem do zrobienia we wszystkich dziedzinach. To było ponad 40 zadań! Odkryłem, że około 10 spośród nich da się zrobić w ciągu 2-3 minut. Powiesiłem coś na ścianie. Puściłem pranie. Umówiłem się do mechanika. Zrobiłem stos rzeczy, które miałem oddać ludziom. W ciągu pół godziny wykonałem dziesięć zadań i poczułem się jak Super Man!

Spróbujcie i Wy!

Warto wyrobić sobie nawyk, który ucina niepotrzebne rozmyślania na temat rzeczy bardzo prostych, które po prostu trzeba zrobić, a nie ciągle snuć wyobrażenia! Inaczej nasze listy rzeczy do zrobienia zupełnie niepotrzebnie rosną i rosną, przytłaczają nas i coraz mniej chce się robić.

Jeśli to zajmuje 2 minuty lub mniej – zrób to od razu.



Kiedy nie stosować zasady „2 minut” ?


Kiedy jesteśmy w coś zaangażowani i nasza uwaga jest pochłonięta, nie warto sobie przerywać. Lepiej zapisać myśl i kontynuować niż się rozpraszać.

Piszę artykuł i przypomina mi się samochód i wizyta u mechanika. Nie dzwonię od razu. To wyrwało by mnie z kontekstu i powrót do niego i pełnego skupienia zająłeby mi kwadrans. Zapisuję na kartce, że mam zadzwonić i kontynuuję pisanie. To było 5 sekundowe przerwanie. Kiedy skończę pisanie, na pewno zadzwonię.

A teraz spróbujcie i Wy.
Kiedy pojawi się jakaś myśl o tym, żeby coś zrobić i zajmie to 2 minuty lub mniej, zamiast rozmyślać, po prostu to zróbcie.

Oczywiście nie chodzi tutaj fizycznie o 120 sekund, bo mogą to być równie dobrze 3 minuty lub 5. Ważne jest to, by nasze rozważania swoim rozmiarem nie przerosły aktywności, której dotyczą.

A zatem – do dzieła! :)


Zobacz również:





poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wypisz, wymaluj, tylko nie trzymaj w głowie!

Bardzo nie chcę w życiu być zajętym tylko po to, by po jakimś czasie odkryć, że to, co robiłem, wcale nie było ważne. Ostatnio pisałem o tym, co niezwykłego wydarza się, kiedy zamienimy mgliste idee na konkretne zadania. Dzisiaj chwila zadumy nad tym, gdzie nasze zadania do zrobienia gromadzimy i co z tego wynika w praktyce.

„Mam dużo do zrobienia”


„Kto z Was NIE MA dużo do zrobienia ręka do góry!” Nikogo?! Takie czasy – wszyscy pochłonięci przez setki zadań i aktywności. Jak się w tym odnaleźć?

Był taki czas, że jedna z moich znajomych panikowała, że „ma dużo do zrobienia”. Kiedy słyszę słowa „dużo”, „bardzo”, „wcale” albo „nigdy” zawsze korci mnie, żeby usiąść i pomyśleć o konkretnych przykładach. Nasz umysł w tym temacie jest bardzo emocjonalny i zbyt łatwo nas oszukuje!
Usiedliśmy więc z kartką i wypisaliśmy wszystko to, co faktycznie czekało na wykonanie. Po wypisaniu szóstego, czy siódmego elementu okazało się, że to już wszystko. Spojrzała na listę i uśmiechnęła się. Przyznała, że to wszystko da się zrobić w dwa popołudnia!

David Allen, guru technik produktywności, powiedział że nasz umysł jest po to, by tworzyć idee, a nie je przechowywać. Przechowując za dużo w głowie szybko robimy się niespokojni.

Liczba Millera


W nauce funkcjonuje pojęcie „Liczby Millera”, po badaniach George’a Millera z roku 1956 nad zapamiętywaniem informacji. Stwierdził on doświadczalnie, że maksymalna liczba informacji, jaką człowiek jest w stanie przetworzyć to 7±2, a więc między 5 a 9.

Pomyśl o każdej sytuacji, w której próbujesz przetwarzać więcej informacji. Jak się wtedy czujesz i czy jest to efektywne?

Dlatego właśnie w pewnym momencie robimy listę zakupów i ona nas uspokaja. Dlatego właśnie, jeśli jeszcze jej nie masz, dla własnej efektywności załóż listę zadań do zrobienia. I listę pożyczonych książek. Nasz umysł się gubi w natłoku informacji do przetworzenia, wytwarza niejasne wrażenia, a my niepotrzebnie się stresujemy. Wypisz to i daj umysłowi zajmować się tym, w czym jest najlepszy – w przetwarzaniu informacji, a nie jej przechowywaniu!




Będę pamiętać


Jednym z niezwykłych naszych odruchów jest mówienie „ok, będę pamiętać”. Problem w tym, że w większości jest to kłamstwo.

Przypomnijcie sobie książki i płyty, które pożyczone, nigdy do Was nie wróciły. Pewnie pamiętacie kto je ma?

Przypomnijcie sobie te spontaniczne pomysły na prezenty i niespodzianki. Pewnie pamiętacie je później robiąc zakupy na urodziny lub święta?

A może wstajecie rano z uczuciem, że macie dużo do zrobienia i z uczuciem niepokoju, jak przejdziecie przez ten dzień i odwlekacie wykonanie z godziny na godzinę?

Odruch zapisywania to jeden z najważniejszych odruchów, jaki można sobie wyrobić.
Nie zapomnicie komu i kiedy pożyczacie książki, filmy, gry.
Nie zapomnicie o spontanicznych pomysłach, które przychodzą do głowy w różnych momentach dnia.
Nie zapomnicie co konkretnie jest do zrobienia, unikając niedobrych uczuć przytłoczenia.
Nie zapomnicie o inspirujących książkach do przeczytania, filmach do oglądnięcia, stronkach do przeczytania, o których mówią Wasi znajomi.

Tylko jak?


Po pierwsze trzeba mieć gdzie to zapisać. Po drugie trzeba wyrobić w sobie nawyk, który zaprzeczy temu odruchowemu „ok, będę pamiętać” i naprawdę to zapisze.

Żyjemy w świecie, w którym jest mnóstwo możliwości zapisywania informacji. Mamy różnej maści notesy i  karteczki do notowania. Mamy ze sobą swoje komórki. Część ma zawsze przy sobie tablet albo komputer.

Komórka jest dla wielu najwygodniejsza, bo przez większość czasu mamy ją ze sobą. Najprostsze co mogę polecić to aplikacja Evernote. Jest na większość systemów operacyjnych i urządzeń i potrafi się synchronizować przez Internet, jeśli trzeba. Z komórki, tabletu i komputera możesz mieć dostęp do tych samych informacji. Oczywiście, równie dobrze na każdym urządzeniu może funkcjonować samodzielnie.

Zainstaluj sobie Evernote. Albo jakiś inny notatnik. I poświęc teraz pięć minut i załóż notatki – o pożyczonych książkach, o pomysłach na prezenty dla bliskich, o zadaniach do zrobienia w najbliższym czasie, o filmach do obejrzenia, o inspiracjach usłyszanych w rozmowach ze znajomymi.

Ja na takiej liście trzymam sobie listę tematów na artykuły. I naprawdę przychodzą mi one w bardzo różnych momentach dnia, a najrzadziej przy biurku, kiedy jestem gotowy do pisania. Wtedy się cieszę, że mam mnóstwo możliwości wyboru z listy.

Odśmieć swoją głowę, wypisz swoje wszystkie „ok, będę pamiętać”, odpręż się i wyrób nawyk zapisywania. Zobaczysz ogromną różnicę w poczuciu ogarniania świata!

Za tydzień zajmiemy się konkretnie listą zadań, tym co warto na niej trzymać i jak efektywnie się nią posługiwać.

Zobacz również:

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

O zadaniach, czyli jak konkretniej zabrać się za życie

Szybko, szybko!
No pospiesz się!
Jak to masz za dużo na głowie?
No rusz się!
No nie mów mi, że nie dasz rady tego zrobić?!
Nie chcę słuchać tłumaczeń, po prostu się za to zabierz!

Żyjemy w świecie, który próbuje poruszać się coraz szybciej i spotyka opór w postaci tej śmiesznej, dwunożnej istoty, posiadającej emocje i znacznie różniącej się od programowanych komputerów i maszyn.

Wyciągnijmy teraz swoje listy zadań do zrobienia.
Popatrzmy na nie przez chwilę.
W tym momencie dotykamy właśnie dwóch największych problemów, jakie ludzie mają z nimi i całym swoim życiem.

Tylko gdzie ta lista?


Pierwszy problem jest taki, że spora część ludzi nie ma w ogóle list zadań do zrobienia. Nie ma projektów, nie ma konkretnych zadań. Trzymamy wszystko w głowie, która niestety nie służy do przechowywania, tylko do tworzenia idei. Czasem sporadycznie coś się przypomni akurat w tym momencie, co trzeba, ale przez większość czasu można czuć pewien nienazwany niepokój - "Mam dużo do zrobienia, ale nie wiem co. Po co czasem też nie." Leżąc spokojnie w łóżku wieczorem i zamykając powieki można dostać spontanicznego olśnienia i wyskoczyć z niego niczym wystrzelony pocisk - "O cholera! Miałem przecież zrobić jeszcze TO na jutro!".

Jeśli nie masz listy zadań do zrobienia, to moja skromna rada - załóż ją dokładnie w tej chwili. Albo po artykule za tydzień o listach zadań. Niech Twój umysł uwolni się od przechowywania informacji i zacznie być organem twórczym!

Moja lista mglistych idei


Drugi problem jest taki, że na tej liście często wcale nie ma zadań. Wielu ludzi posiada tam "mgliste idee, tego co chcieliby, żeby się wydarzyło".
Czy wiecie, że w badaniach xQ, prowadzonych przez organizację Stephena Coveya, w organizacjach, na pytanie "czy ludzie mają jasne, mierzalne cele pracy z wyznaczonym terminem ich realizacji" tylko 10% ludzi odpowiedziało twierdząco?

Wyobraźcie sobie, że wsiadacie do samochodów i wyruszacie w podróż. Jeden na dziesięciu kierowców wie, gdzie chce dojechać. Dziewięciu pozostałych po prostu jeździ, byle się przemieszczać, dla złudnego wrażenia postępu, czasem przybliżając się, a czasem oddalając od celu, bez żadnego planu i pomysłu. Czasem doświadczają olśnienia - "O! Właśnie tu chciałem dotrzeć!".

Spoglądając na listę swoich zadań do zrobienia każdy musi ocenić, czy to są prawdziwe zadania, czy też mgliste idee. Ale jak formułować dobre zadania?




Prawdziwe zadania


"Pomaluję pokój"
"Oddam auto do mechanika"
"Przesadzę kwiatki"

Czy to są zadania?

Są dwa pytania, które pomagają ocenić jak dobrze są sformułowane.

  1. Czy wiem jak zacząć? Czy gdybym teraz miał wstać i po prostu to zrobić to wiedziałbym jak?

  2. Czy jest jasne, kiedy zadanie jest skończone? Po czym poznam, że dotarłem do celu?
Pomaluję pokój. Tylko czy wiem jak zacząć? Niektórzy wiedzą, ale w moim wypadku trzeba najpierw kupić farbę. Tylko w jakim kolorze? Może podjadę na Wadowicką i wezmę próbnik kolorów. Mając próbnik coś wybiorę, zmierzę wielkość pokoju i oddając go kupię farbę. Mglista idea brzmi "Pomaluję pokój". Prawdziwe zadanie brzmi więc "pojechać na Wadowicką i wziąć próbnik kolorów" lub po prostu "Załatwić próbnik kolorów".

Oddam auto do mechanika. Tylko którego? Jeśli mam sprawdzony warsztat to po prostu muszę zadzwonić i się umówić na jakiś termin. Ale jeśli ostatnio spaprali robotę, muszę popytać ludzi o jakiegoś dobrego fachowca. Może wyślę maila w pracy i napiszę na facebooku wiadomość. Mglista idea brzmi "Oddać auto do mechanika". Zadanie brzmi "Zadzwonić do Caira i umówić się na remont" albo "Wysłać w pracy maila z pytaniem o dobrych fachowców i wrzucić to samo na facebooka".

Mógłbym również napisać sobie "popytać ludzi o dobrych fachowców". Tylko po czym poznać, że już dość ludzi spytałem? Dwóch, pięciu, a może dwudziestu? To już lepiej "Zbiorę 10 opinii od znajomych o warsztatach samochodowych".

Przesadzę kwiatki? A to już zadanie dla Was. Spróbujcie!

Porażka list

Mam nadzieję, że nikt nie będzie zakładał listy zadań tylko dlatego, że inni je mają.
Mam również nadzieję, że nikt nie będzie trzymał na nich mglistych idei, tylko konkretne zadania.
Po to właśnie są - kiedy widzimy realność celu i jasny pierwszy krok, aż chce się wyruszać.

Niektórzy zakładają listy i trzymając na niej długaśną, niekonkretną listę ogólnych stwierdzeń przeglądają raz na jakiś czas... by rzucić się w dowolne działanie, choćby miało być to i przeglądanie facebooka. Nazwiemy to później prokrastynacją.

A teraz jeśli masz jeszcze 5 minut, po prostu usiądź i wypisz sobie zadania. A potem zadając sobie dwa pytania do każdego z nich, odpowiedz czy są w przestrzeni prawdziwych, zapalających do działania zadań, czy niekonkretnych, rozmytych wyobrażeń o przyszłości, która jakimś cudem nadejdzie.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Co Ty tak właściwie chcesz zrobić?

Ile to razy w życiu stawiałem sobie różne cele, by później frustrować się, jak trudno mi do nich dotrzeć albo w ogóle zabrać za pierwszy krok? Bywało i tak, że chodziłem podekscytowany nową inicjatywą, by po miesiącu zadać sobie pytanie "co ja właściwie w tym widziałem?".
Znacie to?

Życiowy GPS


Osiąganie celów w naszym życiu bardzo lubię porównywać do jazdy samochodem z GPSem. Ostatnio pisałem o tym, jak ważne jest, żeby zanim się wyruszy ustalić gdzie się właściwie jest. Sam wielokrotnie pomijałem ten krok i później cierpiałem - postawiłem sobie cel i ruszałem w drogę, ale nie zauważyłem, że zaangażowałem się w zbyt wiele różnych aktywności, że nie dam rady czasowo, że na tle innych moich aktywności to jest mało ważne lub po prostu, że potrzebuję przerwy i odpoczynku. Jeśli masz ciągoty do bycia osobą ciągle zajętą to pewnie rozumiesz to aż za dobrze.

Ostatnio wszystkim osobom, które coś planują proponuję to szczerze i uczciwe ćwiczenie próby ustalenia gdzie się jest, zanim się wyruszy w podróż. Chodzi przecież o to, żeby być efektywnym, a nie po prostu zajętym.


Jaki jest cel?


Według badań xQ, które testują efektywność organizacji, mniej więcej 1 na 8 ludzi stawia sobie cele w taki sposób, że  wie jak je osiągnąć. A teraz wyobraźmy sobie takie samo podejście u kierowców. 1 na 8 otrzymuje miłym głosem sygnał od GPSa "jesteś na miejscu", pozostali po prostu jeżdżą, żeby jeździć, żeby mieć wrażenie, że się przemieszczają.

To jest zawsze potwornie trudne pytanie: co ja właściwie chcę osiągnąć?
Chcę biegać? To nie jest cel. Chcę biegać, żeby schudnąć? Nie, chcę biegać, żeby jak najdłużej być w dobrym zdrowiu i kondycji. Po zadaniu sobie paru pytań pomocniczych mogę stwierdzić, że w takim razie nie chodzi tylko o bieganie, ale i sposób w jaki się odżywiam, a nawet przeżywam emocje.
A jeśli chciałbym schudnąć to po co? Żeby ludzie mnie bardziej lubili? Może żebym ja sam siebie bardziej lubił?

Czy kiedy patrzysz na swoje cele to wiesz, kiedy Twój życiowy GPS powie Ci "jesteś na miejscu", czy chodzi po prostu o to, żeby sobie pojeździć?



Po czym poznam, że zmierzam w stronę celu lub robię krok do przodu?


Czasem potwornie trudno jest ustalić precyzyjny cel lub wyłania się on dopiero w trakcie działania. Nie można siedząc w domu idealnie zaplanować trasy, bo zawsze zdarzą się jakieś objazdy lub niespodziewane okoliczności.

W takich sytuacjach przydaje się pytanie, które pomaga sobie wszystko uporządkować: "po czym poznam, że zmierzam w stronę celu lub robię krok do przodu?". Jeśli chodzi o Twoje życie, aktywności, sporty, relacje, a może nawet całe życie?

Ostatnio stanąłem przed tym dylematem, kiedy myślałem o zespole w którym gram na gitarze. Odpowiedź na pytanie "po czym poznam, że się rozwijamy?" otworzyła całkiem nowe "klapki" w moim umyśle i była początkiem zmiany mojego myślenia.

Czy w najważniejszych dla Ciebie aktywnościach potrafisz regularnie odpowiedzieć na to, czy się rozwijasz i zmierzasz w stronę celu?

Jaki jest pierwszy lub następny krok?


Na koniec jedno z najważniejszych pytań, które nie pozwala po prostu siedzieć na kanapie i rozważać planów w nieskończoność: "jaki jest pierwszy lub następny krok?".

Mogę snuć wielkie wizje, plany, stawiać cele, ale na koniec trzeba wstać i popchnąć ten kamyczek, który może spowodować wielką lawinę dobrych rzeczy w moim życiu. Bardzo rzadko dzieje się to od samego myślenia.

Chcę pomalować pokój, żeby był bardziej przytulny, ale pierwszym krokiem jest podjechanie do sklepu, żeby wypożyczyć próbnik kolorów. Chcę przebiec półmaraton, ale pierwszym krokiem jest znalezienie dobrego programu treningowego albo wybranie się po buty i strój do biegania. Chcę zorganizować imprezę urodzinową, ale pierwszym krokiem jest zrobienie listy gości.

Jeśli wiesz o tym, że masz tendencję do teoretyzowania i przesadnego planowania, odkładania na później i zabierania się za "bzdury", ustalenie klarownego pierwszego kroku będzie w wielu sytuacjach bardzo pomocne.

Droga ważniejsza niż cel


W całej naszej podróży ważne jest, żeby nasz życiowy GPS umiał powiedzieć gdzie jesteśmy, dać nam poczucie, że zmierzamy w stronę celu, nawet jeśli wydaje się chwilowo, że się oddalamy oraz dać nam jasny komunikat, że dotarliśmy do celu, pora odpocząć i po jakimś czasie wyznaczyć nowy cel.
W końcu można spędzić podróż napiętym, zdenerwowanym na wszystkie nieprzewidziane okoliczności, w pośpiechu, ale również cieszyć się widokami i przygodami.

Zapraszam za tydzień na rozważanie o tym, jak wyznaczyć sobie pierwszy lub następny krok, który pozwoli ruszyć się z miejsca.

poniedziałek, 31 marca 2014

Co Ty tak właściwie robisz?

Ostatnio pisałem o tym, jak niezwykłym przeżyciem było dla mnie odpowiedzieć sobie na pytanie "Co ty tak właściwie robisz?". Dzisiaj chcę się przyjrzeć temu, jak każdy mógłby to zrobić w paru prostych krokach.

Nie masz czasu?


Spróbuj teraz wypisać wszystko, czym się zajmujesz. Wszystkie aktywności, które tylko przychodzą Ci do głowy, łącznie ze spaniem i obok nich napisz ile czasu one zajmują. Sen, osiem godzin dziennie, to daje 56 godzin tygodniowo. Pracuję 40 godzin tygodniowo w biurze, jakieś 10 godzin zajmują mi dojazdy. Biegam, to w sumie 4 godziny tygodniowo. I tak dalej. Zrób swoją listę i kontynuuj, gdy jest całkowicie kompletna.

Gotowi?

Pora na to, żeby zsumować słupek ilości godzin. Niektórym wychodzi 100, niektórym 120, innym 140. Ile wyszło Wam?
Teraz wystarczy nam prosta kalkulacja: 24 godziny razy 7 dni to 168 godzin tygodniowo. Ile godzin tygodniowo "rozpływa się" w Waszym życiu na nie-wiadomo-co?

Osobisty styl


Każdy ma swój osobisty styl i zadziała dla niego co innego, jednak istniejące prawa i zasady są niezmienne. Gdy je poznamy, przestajemy być przywiązani do konkretnych technik, a zaczynamy działać w swój własny, niepowtarzalny sposób. Właśnie dlatego nie ma jednej, doskonałej recepty na sukces, ani doskonałych narzędzi. Każdy z nas musi odnaleźć swoją drogę.

Jednemu będzie prościej w aplikacji do tworzenie map myśli, jak np. Free Mind, którego sam używam do wielu zastosowań, w innych sytuacjach zadziała kartka papieru, aplikacja na tablet albo tabelka w excelu. Ważne, żeby samemu spróbować wszystkich możliwych technik i powiedzieć świadomie "w moim przypadku TO działa najlepiej".

Analiza


Gdy uruchamiamy GPSa w samochodzie, prawie nigdy nie ruszamy się dopóki urządzenie nie znajdzie naszego aktualnego położenia. W naszym wypadku jest dokładnie tak samo.

Jakiekolwiek techniki "zarządzania czasem", czy swoimi życiowymi aktywnościami trzeba zacząć od pytania: gdzie ja tak właściwie jestem. Trzeba zagrzać nasz życiowy GPS i dopiero wtedy możemy ruszać. Nawet jeśli masz dokładną mapę i wyraźny cel, będzie trudno tam dotrzeć nie znając swojego aktualnego położenia.

Spróbujcie posortować sobie listę wypisanych aktywności według ilości czasu, którą na nie poświęcacie. Popatrzcie na tę listę. Jakie pierwsze wrażenie rodzi się w Waszych sercach (nie umysłach!) ?

Co jest ważne i po co to robię?


Ja patrzyłem w te swoje parę linijek i rysunek na kartce z niedowierzaniem. Czy ilość czasu, którą poświęcam na te konkretne aktywności naprawdę odzwierciedla to, co jest dla mnie ważne? Czasem bzdury są wysoko, a kluczowe dla mnie relacje na samym dole. Aż chce się to zmienić, kiedy się to widzi na własne oczy!

Drugie bardzo ważne pytanie, jakie można sobie postawić patrząc na te wszystkie aktywności to "po co to robię?". Czego tak naprawdę oczekuję i jaki mam w tym cel? Trudno jechać samochodem do celu, kiedy nawet nie wiadomo gdzie jest przód!

Garstka ważnych aktywności


To niezwykłe, ale Steve Jobs, Bill Gates, Matka Teresa mieli 24 godziny na dobę. Dokładnie tyle, ile ja i Wy. Sztuka życia nie polega na tym, żeby robić więcej, ale żeby robić mniej, rzeczy naprawdę ważnych i w pełni się im oddać. W końcu masz coś wyjątkowego do zaoferowania światu!